niedziela, 20 grudnia 2015

Dekoracje pod choinkę i porozmawiajmy o dzieciństwie...

Powoli, powoli wchodzimy w czas Bożego Narodzenia. Zauważa się większe skupienie, przygotowania i oczekiwanie. Dla wierzących, to czas Adwentu, przemiany i radości, że kolejny raz w życiu dane będzie doczekać Narodzenia Pańskiego. Dla wszystkich bez względu na cokolwiek, to czas spotkań z rodziną, dekorowania domu i wyszukiwania prezentów dla bliskich. Czas jakby zwalnia, więcej się uśmiechamy, jesteśmy życzliwsi i bardziej otwarci. Jedni szukają refleksji i uciekają w ciszę, inni natomiast lubią gwar rozmów przy stołach, które zazwyczaj pełne są przysmaków. Jak dobrze, że mamy taki czas. 
Najważniejsze przy tym wszystkim jest to, by wszechobecny marketing i konsumpcjonizm nie przysłonił prawdziwego sensu tych świąt. Harmonia ducha i ciała...to o to, zabiegajmy, a wtedy będzie dobrze.

Jakoś w tym roku mniej u mnie dekoracji typowo świątecznych, tak się złożyło, że miałam kilka sporych zamówień i na tym się skupiłam. Poniżej zdjęcia części z nich, a potem coś do poczytania, propozycja dla tych, którzy nie boją się trudnych tematów. Jak wiecie, do nich należę i pomimo wrodzonego optymizmu jestem realistką, i uważam, że o złych rzeczach trzeba mówić i pisać, zauważać je.

Najpierw kufer z bardzo lubianym motywem różyczek, który się nie wciąż nie nudzi i już kilka razy był w pracowni przeze mnie wykorzystywany.








Komplet składający się z pudełka na chusteczki i zakładki na książki, z motywem róży także:)






Pudełko na płyty CD:




Komplet lawendowy składający się z półeczki i wieszaka:)





Komplet stylizowany na starą Prowansję, a więc przetarcia, postarzanie i chlapanie;)






I taca z pięknym motywem i napisem wyrażającym miłość do mamy:)))






I wspomniana książka. Może kogoś zainteresuje, może będzie prezentem, warto po nią sięgnąć. Książka opisuje fakty z życia rodzeństwa Terri i Paula Duckett, którzy są autorami tej opowieści. Tytuł "Nieme wołanie" mówi wiele o tym, o czym jest książka. Dzieci wołały, błagały o pomoc...nikt nie słyszał. Zawiodła mama, szkoła i wszelkie instytucje, które pomimo, że otrzymywały sygnały o dzieci, pozostały na nie głuche.
Wiem, że takich historii jest mnóstwo, tych opisanych i tych przemilczanych. Boli najbardziej to,  że osoby postronne, dorosłe, które mogą wiele, udają, że nic nie widzą. Ja osobiście, jeśli chodzi o dramaty dzieci, jestem chyba zdolna do wszystkiego. Nie potrafię pojąć, nie ogarniam, nie rozumiem, nie akceptuję, jak można robić krzywdę dzieciom, istotom tak ufnym i zależnym od nas, dorosłych.


Książka to wspomnienia rodzeństwa torturowanego przez sadystycznego ojczyma, który na początku jest wspaniały, czuły, kupuje dzieciom zabawki, zabiera na wycieczki. Z czasem niewinne całusy stają się wstępem do czegoś mrocznego i perwersyjnego. Oprócz molestowania dochodzi jeszcze przemoc fizyczna i psychiczna. Momentami kręciłam głową z niedowierzaniem, że takie bestie chodzą po ziemi. Mało tego, mama dzieci uwierzyła partnerowi w to, że córka prowokuje ojczyma.
Koszmar trwa dziesięć lat, rodzeństwo "wyspecjalizowało się" w oszukiwaniu ojczyma, robią wszystko, by jakoś przetrwać. 
Mam wciąż przed oczami opisy zwyrodnienia ojczyma, ale zapamiętałam także niezwykłą odwagę Terrie i Paula, a byli przecież tylko dziećmi pozostawionym bez pomocy. I miłość, najpiękniejsze uczucie, które tak bardzo mocne i widoczne między bratem i siostrą. To także mnie bardzo wzruszyło w książce.
Wiem, że dzieciństwo ma wpływ na to, jacy jesteśmy, to, jak nas traktowali rodzice często wpływa na nasze życie. Jesteśmy rodzicami, wychowawcami, nauczycielami, pamiętajmy o tym, by nie podcinać skrzydeł tym bezbronnym, dzieci rodzą się dobre, to własnie świat dorosłych je zmienia, a często bardzo psuje. W tym miejscu pozwolę sobie przypomnieć filmik, który został przedstawiony przez Fundację Rodzice Przyszłości prowadzącą kampanię społeczną, mającą na celu zwrócenie uwagi społeczeństwa na zjawisko przemocy emocjonalnej wobec dzieci.
Sukces życiowy (i nie myślę tu o stronie materialnej, ale o zwykłym ludzkim szczęściu) jest wypadkową wielu zdarzeń z życia człowieka, można mieć wszystko...i jednocześnie nic, bo np. nasze dzieciństwo wyglądało tak, jak w poniższym filmie. Dziwimy się potem, że czujemy wciąż napięcie, że nie wierzymy w siebie, że zżera nas stres, albo nie umiemy odpoczywać. Nic się nie dzieje bez przyczyny.


Temat wychowania, dzieciństwo to moje ulubione tematy, cały czas pracuję na to, by być dobrym rodzicem,a przez to lepszym człowiekiem. 
Kochani, pozdrawiam serdecznie i życzę, by w nadchodzących dniach było mało wojen domowych, byśmy nie zwariowali od tego, co się dzieje już w sklepach i pamiętali, że prawdziwy sens tych świąt nie tkwi w ilości światełek i dekoracji w domu, ani w ilości potraw na stole, sens jest zupełnie gdzie indziej. Ale jestem przekonana, że Wy kochane Obserwatorki dokładnie o tym wiecie:))) Monika

sobota, 12 grudnia 2015

W pracowni kolorowo, a pod choinkę polecam "Potarganą w miłości":)

Wybrałam się dziś na mały przegląd oferty świątecznej w sklepach stacjonarnych. Miałam czas dla siebie, pełna werwy i zapału ruszyłam w teren. Nie należę do tych, którzy lubią chodzić po sklepach. Nie wiem, czy to przez to, że wiele lat pracowałam w sklepie, czy raczej odbieram to jako stratę czasu. Jestem bardzo konkretnym klientem, wiem, jakie lubię kolory, wiem, w czym dobrze wyglądam, a co warto ukryć, więc zazwyczaj po wizytach w trzech sklepach wracam do pierwszego i kupuję, co tam potrzebuję. Płacę i jestem dumna z siebie, że dokonałam szybkiego zakupu. Ale zdarzało się, że byłam poproszona o pomoc przy szukaniu butów czy torby. Godziny....to mało:( Często byłam zła i wkurzona, bo ileż razy można się przeglądać w lustrze? Mnie wystarczy jedno spojrzenie i wiem, czy dobrze wyglądam, czy nie. Może jestem po prostu zdecydowaną i konkretną osobą. Może. 
Bywa często tak, że jak jesteśmy gdzieś całą rodziną, mąż proponuje: "No kup sobie coś", tylko co? Próbuje wtedy być niby znawcą mody i pyta: "Może jakaś bluzka ci się podoba? ", ale zna mnie już doskonale tyle lat i wie, że i tak skończymy w księgarni,  i wyjdę zadowolona z kilkoma książkami pod pacha;))) Nic mnie tak nie uszczęśliwia:)
Dziś było podobnie;) Wchodziłam do kolejnych sklepów, przeglądałam kolejne dekoracje świąteczne...i po 20 minutach wydawało mi się, że wszędzie jest to samo, tylko logo sklepu inne;)
Więc poszłam do księgarni i wyszłam z zakupami wiadomego przeznaczenia:)))

To tak tytułem wstępu, choć na koniec też będzie o książce, która mnie urzekła w ostatnim czasie.
Ale najpierw kilka prac:) Szkatuła dla pewnej nauczycielki, którą baaardzo lubię. Kocha książki tak, jak ja, więc kuferek jest w kształcie książki:)




Poniżej wieszaczki dla Zosi i Asi:)




Dalej komplet składający się z kuferka i Anioła Stróża dla dziewczynki i imieniu Pia:)




A jej brat dostał komplet składający się ze skarbonki, wieszaka i kuferka na drobiazgi:)





I na koniec książka, która mnie oczarowała. Nieznana mi wcześniej Ula Ruciak napisała świetną biografię Agnieszki Osieckiej, o której wydawałoby się, że wiemy już wszystko.


Książka, napisana swobodnym i barwnym językiem, wciąga od początku. Autorka nie trzyma się chronologii, co jest atutem. Nie ocenia, nie krytykuje, ale opowiada. Wysłuchała wiele osób, którym dane było poznać Agnieszkę, pracować z nią, czy zwyczajnie bywać. Była geniuszem, absolutnym, ptakiem uwięzionym w klatce PRLu, pomimo, że podróżowała wiele, jak na możliwości w tamtych czasach. Kochała wolność, ale miała dość duże problemy z miłością, z lokowaniem uczuć. Wachlarz ulubieńców szeroki i niezwykle różnorodny, od Hłaski po Przyborę. Chciała kochać, bardzo... i być kochaną. Głód miłości, ciągłe poszukiwania, przyjaźnie, podróże, różne miejsca zamieszkania to było jej życie. Była mądra, swą indywidualnością odstawała od świata, niektórzy mieli problem z akceptacją jej zachowań, stąd wiele zerwanych przyjaźni i znajomości. Szła pod prąd. Była wciąż sobą. Chciała być dobrą mamą dla Agaty, ale nie udawała, że macierzyństwo ją przerasta. Przy córce nie potrafiła mówić o miłości do niej, a znajomym opowiadała tylko o Agacie, była z niej dumna. 
Czytając, dowiadujemy się bardzo wiele o życiu kulturalnym w Polsce w latach 50 i 60 - tych, jak ciężko było zaistnieć, jak ówczesny ustrój zabijał w ludziach indywidualizm i inteligencję. 
Teksty Agnieszki, znamy je z licznych piosenek Maryli Rodowicz, Skaldów, Łucji Prus, Magdy Umer i  wielu innych wykonawców. Dorobek Agnieszki jako autorki tekstów piosenek jest bardzo duży. Bohaterka budzi we mnie sympatię i wielki szacunek. Jej naturalność i wrażliwość ujmuje i zachwyca. Co ją pcha w zdradliwe ramiona alkoholizmu? Nie wiemy. I nie oceniajmy, bo im dłużej żyję, tym bardziej utwierdzam się w tym, że alkoholizm to choroba duszy...
A dusza Agnieszki, poraniona, cierpiąca, nie może znaleźć sobie miejsca szczególnie w latach 80 - tych, gdy na scenę muzyczną w Polsce wkracza disco polo. Tak świetna autorka tekstów i licznych przebojów musiała to jakoś przeboleć, a bolało mocno.
Pochłaniając kolejne rozdziały zadawałam sobie pytanie, dlaczego nie radziła sobie z miłością, o której tak potrafiła pisać. Na końcu książki znalazłam wytłumaczenie, autorka to kapitalnie rozwiązała. To własnie ten brak chronologii, o której pisałam na początku...Bo gdyby na wstępie była informacja o tym, że ojciec Agnieszki zdradzał mamę, wychowywał jedynaczkę w złotej klatce, chronił ją przed wszystkim i wszystkimi, zaplanował przyszłość, ingerował w życie już nawet dorosłej córki to pewnie wszystkie bolączki Agnieszki tłumaczyłabym własnie jej domem rodzinnym. A tak wciąż zastanawiałam się na jej wyborami, wracałam do rozdziałów, zastanawiałam się, szukałam informacji w internecie, by na końcu dowiedzieć się, a może nawet kolejny raz znaleźć potwierdzenie na to, że dom rodzinny, atmosfera w nim panująca, rodzaj relacji ma wpływ na nasze życie jako osoby dorosłej, bez względu na to, czy nam się to podoba, czy nie. Ale to temat może na inny post:)
W każdym bądź razie gdyby ktoś chciał sobie sprawić ciekawy prezent pod choinkę, to z całego serca polecam "Potarganą w miłości", aha jeszcze muszę wspomnieć o samym wydaniu. Książka obfituje w piękne fotografie, teksty piosenek i słowa wierszy:) To dodatkowe atuty tej książki.
Długo zastanawiałam się nad wyborem cytatu, i tak sobie myślę, że niech będzie o miłości właśnie, bo tak naprawdę wszyscy jej potrzebujemy, Agnieszka także za nią bardzo tęskniła i uważam, że jej największą miłością był Marek Hłasko, mój ulubiony pisarz w czasach licealnych:)
Więc:

"Przyjaciele moi i przyjaciółki. Nie odkładajcie  na później ani piosenek, ani egzaminów, ani dentysty, a przede wszystkim nie odkładajcie na później miłości. Nie mówcie je: przyjdź jutro, przyjdź pojutrze, dziś nie mam dla ciebie czasu. Bo może się zdarzyć, że otworzysz drzwi, a tam stoi zziębnięta staruszka i mówi: Przepraszam, musiałam pomylić adres i pstryk...iskierka gaśnie."

Kochani, kończąc życzę Wam, by ta iskierka w Waszym życiu nigdy nie zgasła:))) Dziękuję za tyle pięknych rozważań w Waszych komentarzach, tyle dobrych słów o tym, co piszę i co pokazuję:)
Dobrej niedzieli i oby coroczna karuzela zakupowa nie za bardzo nas zmęczyła, namiastkę tego zmęczenia miałam dziś, a przecież karpia w księgarni nie kupię;)))

niedziela, 6 grudnia 2015

Mikołajkowo...

Witam niedzielnie w ten piękny wieczór...Czy u Was też tak piękne, czyste  niebo z wielką ilością gwiazd? Jak spokojnie i cicho...to lubię. A może czytacie te słowa już następnego dnia? I jak pogoda? Słońce pewnie zagląda do okien Waszych mieszkań czy miejsc pracy. Z całego serca życzę Wam słońca w sercu, to najlepszy dla niego stan.
Ale wróćmy jeszcze do dzisiaj...albo wczoraj;) Jak wiemy, 6 grudnia wszystkie dzieci odwiedza św. Mikołaj:) Nie byłabym sobą, gdyby nie doszło do walki w głowie, do refleksji, do wniosków, do analizowania różnych zachowań. Mając swoje doświadczenia ze spacerów pomiędzy półkami sklepów zabawkowych, przerażona cenami, ilością zabawek i ilością ludzi, wciąż dumam nad tym, co tak naprawdę chciałyby dostać  dzieci. I będę się bardzo upierać, najlepszą zabawką dla naszych dzieci jest nasz czas. Wiem, otwieram Puszkę Pandory, rozumiem pracę na etacie i konieczność wykonania obowiązków domowych, to wszystko przecież trzeba zrobić...ale pozwalam sobie na takie mędrkowanie, bo wciąż żyję dramatem pewnego 9 - letniego chłopca, jedynaka, z bardzo bogatego domu, ozłoconego przez rodziców we wszystkie możliwe gadżety, ubranego jak model z katalogów modowych...ale bardzo nieszczęśliwego. Ów chłopiec postanowił otwarcie w szkole opowiedzieć o tym, że nie umie żyć bez taty, tęskni za nim i chce się z nim bawić. Wiadomo, tato nie zrezygnuje ze stanowiska, ze statusu, z poziomu życia, itd., więc dramat będzie dalej trwał. Co będzie dalej z tęskniącym dzieckiem? Jak albo czym zapełni tę tęsknotę?
Tak, to trudny temat. Ale jakby na potwierdzenie moich wniosków polecam poniższy filmik, na który trafiłam przeglądając wiadomości na jednym z ulubionych portali. To filmik przygotowany przez hiszpańską Ikeę, która stworzyła wyjątkową reklamę: dzieci z dziesięciu rodzin poproszono o napisanie listu do Trzech Króli ( w Hiszpanii to Trzej Królowie przynoszą prezenty). Później dzieciom zaproponowano, by napisały jeszcze jeden list. Tym razem do swoich rodziców. Zobaczcie:) W ustawieniach ( ikona koła zębatego) można wybrać polskie napisy.



Też jestem mamą, też mam wiele obowiązków i też zatrzymuję się,i liczę do dziesięciu mówiąc sobie STOP, to działa, nawet bardzo:) I podoba mi się jedna rzecz, i u siebie, i u kilku mam, z którymi właśnie o tym rozmawiałam...otóż, doszłyśmy do słusznego wniosku, że czasami warto odpuścić sprzątanie, dom nie musi być lśniący, ale ważniejsze jest to, by zaoferować dzieciom siebie, może razem obejrzeć film ( nasze dzieci to kochają) albo przygotować jakieś papierowe prace ( w naszym domu to najlepsza metoda na małe fochy;)), cokolwiek, byle RAZEM:))) Nierealne? Oczywiście, że realne!

Co tam słychać w pracowni? Mam spore zaległości w pokazywaniu prac, ale jestem pełna nadziei, ze uda mi się to nadrobić:)
Jakiś czas temu dostałam zlecenie na pewną metamorfozę. Klientka, absolutnie cudowna pani Gosia, jest wielbicielką stylu shabby chic i w takim charakterze miały być: krzesło i komoda,która składa się z dwóch części:)
A więc krzesło przed:


I krzesło w nowej odsłonie:






I komoda przed:



I komoda po:





Przy tak pięknych meblach, praca była prawdziwą przyjemnością:) Pani Gosiu, dziękuję:)

I na koniec niespodzianka, która dotarła do mnie od naszej blogowej koleżanki Holly, część z Was pewnie zna Jej blog, to piękne miejsce, magiczne, pełne mądrych przemyśleń i cudownych zdjęć:)


W środku znalazłam książkę, pt.: " Dziewczyna, która kochała kamelie", z pewnością napiszę o niej coś więcej po przeczytaniu oraz kartkę, absolutnie śliczną, wykonaną własnie przez Holly! Z całego serca jeszcze raz Ci Holly dziękuję:)))


Jeszcze raz życzę wszystkim odwiedzających ten blog słońca w sercu i wiele dobra na nadchodzące dni:))) Uciekam popatrzeć jeszcze na gwiazdy, a jutro wybieram się na wycieczkę po Waszych blogach, bo mam straszne zaległości:))) Monika