Powoli, powoli wchodzimy w czas Bożego Narodzenia. Zauważa się większe skupienie, przygotowania i oczekiwanie. Dla wierzących, to czas Adwentu, przemiany i radości, że kolejny raz w życiu dane będzie doczekać Narodzenia Pańskiego. Dla wszystkich bez względu na cokolwiek, to czas spotkań z rodziną, dekorowania domu i wyszukiwania prezentów dla bliskich. Czas jakby zwalnia, więcej się uśmiechamy, jesteśmy życzliwsi i bardziej otwarci. Jedni szukają refleksji i uciekają w ciszę, inni natomiast lubią gwar rozmów przy stołach, które zazwyczaj pełne są przysmaków. Jak dobrze, że mamy taki czas.
Najważniejsze przy tym wszystkim jest to, by wszechobecny marketing i konsumpcjonizm nie przysłonił prawdziwego sensu tych świąt. Harmonia ducha i ciała...to o to, zabiegajmy, a wtedy będzie dobrze.
Jakoś w tym roku mniej u mnie dekoracji typowo świątecznych, tak się złożyło, że miałam kilka sporych zamówień i na tym się skupiłam. Poniżej zdjęcia części z nich, a potem coś do poczytania, propozycja dla tych, którzy nie boją się trudnych tematów. Jak wiecie, do nich należę i pomimo wrodzonego optymizmu jestem realistką, i uważam, że o złych rzeczach trzeba mówić i pisać, zauważać je.
Najpierw kufer z bardzo lubianym motywem różyczek, który się nie wciąż nie nudzi i już kilka razy był w pracowni przeze mnie wykorzystywany.
Komplet składający się z pudełka na chusteczki i zakładki na książki, z motywem róży także:)
Pudełko na płyty CD:
Komplet lawendowy składający się z półeczki i wieszaka:)
Komplet stylizowany na starą Prowansję, a więc przetarcia, postarzanie i chlapanie;)
I taca z pięknym motywem i napisem wyrażającym miłość do mamy:)))
I wspomniana książka. Może kogoś zainteresuje, może będzie prezentem, warto po nią sięgnąć. Książka opisuje fakty z życia rodzeństwa Terri i Paula Duckett, którzy są autorami tej opowieści. Tytuł "Nieme wołanie" mówi wiele o tym, o czym jest książka. Dzieci wołały, błagały o pomoc...nikt nie słyszał. Zawiodła mama, szkoła i wszelkie instytucje, które pomimo, że otrzymywały sygnały o dzieci, pozostały na nie głuche.
Wiem, że takich historii jest mnóstwo, tych opisanych i tych przemilczanych. Boli najbardziej to, że osoby postronne, dorosłe, które mogą wiele, udają, że nic nie widzą. Ja osobiście, jeśli chodzi o dramaty dzieci, jestem chyba zdolna do wszystkiego. Nie potrafię pojąć, nie ogarniam, nie rozumiem, nie akceptuję, jak można robić krzywdę dzieciom, istotom tak ufnym i zależnym od nas, dorosłych.
Książka to wspomnienia rodzeństwa torturowanego przez sadystycznego ojczyma, który na początku jest wspaniały, czuły, kupuje dzieciom zabawki, zabiera na wycieczki. Z czasem niewinne całusy stają się wstępem do czegoś mrocznego i perwersyjnego. Oprócz molestowania dochodzi jeszcze przemoc fizyczna i psychiczna. Momentami kręciłam głową z niedowierzaniem, że takie bestie chodzą po ziemi. Mało tego, mama dzieci uwierzyła partnerowi w to, że córka prowokuje ojczyma.
Koszmar trwa dziesięć lat, rodzeństwo "wyspecjalizowało się" w oszukiwaniu ojczyma, robią wszystko, by jakoś przetrwać.
Mam wciąż przed oczami opisy zwyrodnienia ojczyma, ale zapamiętałam także niezwykłą odwagę Terrie i Paula, a byli przecież tylko dziećmi pozostawionym bez pomocy. I miłość, najpiękniejsze uczucie, które tak bardzo mocne i widoczne między bratem i siostrą. To także mnie bardzo wzruszyło w książce.
Wiem, że dzieciństwo ma wpływ na to, jacy jesteśmy, to, jak nas traktowali rodzice często wpływa na nasze życie. Jesteśmy rodzicami, wychowawcami, nauczycielami, pamiętajmy o tym, by nie podcinać skrzydeł tym bezbronnym, dzieci rodzą się dobre, to własnie świat dorosłych je zmienia, a często bardzo psuje. W tym miejscu pozwolę sobie przypomnieć filmik, który został przedstawiony przez Fundację Rodzice Przyszłości prowadzącą kampanię społeczną, mającą na celu zwrócenie uwagi społeczeństwa na zjawisko przemocy emocjonalnej wobec dzieci.
Sukces życiowy (i nie myślę tu o stronie materialnej, ale o zwykłym ludzkim szczęściu) jest wypadkową wielu zdarzeń z życia człowieka, można mieć wszystko...i jednocześnie nic, bo np. nasze dzieciństwo wyglądało tak, jak w poniższym filmie. Dziwimy się potem, że czujemy wciąż napięcie, że nie wierzymy w siebie, że zżera nas stres, albo nie umiemy odpoczywać. Nic się nie dzieje bez przyczyny.
Temat wychowania, dzieciństwo to moje ulubione tematy, cały czas pracuję na to, by być dobrym rodzicem,a przez to lepszym człowiekiem.
Kochani, pozdrawiam serdecznie i życzę, by w nadchodzących dniach było mało wojen domowych, byśmy nie zwariowali od tego, co się dzieje już w sklepach i pamiętali, że prawdziwy sens tych świąt nie tkwi w ilości światełek i dekoracji w domu, ani w ilości potraw na stole, sens jest zupełnie gdzie indziej. Ale jestem przekonana, że Wy kochane Obserwatorki dokładnie o tym wiecie:))) Monika