Pokazywanie postów oznaczonych etykietą klocki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą klocki. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 24 lipca 2014

Pamiętajmy o Annach, Ankach i Aniach...kufer dla Kacpra i lawendowe spa w Wipsowie:)

   Gdzieś ostatnio przeczytałam, że Anna jest najpopularniejszym imieniem żeńskim w Polsce, więc pamiętajmy w sobotę o wszystkich naszych znajomych o tym pięknym imieniu. Będą obchodziły imieniny:) Zostałam poproszona o wykonanie drewnianej szkatułki na biżuterię z lusterkiem właśnie dla Ani. Miały być polne kwiaty, koronka i stylizacja na przedmiot stary. Dziś robiłam fotki, a przy takiej pogodzie nie wychodzą one najlepiej, ale mam nadzieję, że coś tam widać;)





A tak przy okazji zadumałam się nad tematem imienin...Czy teraz gdzieś jeszcze się je obchodzi tak, jak kiedyś? Pamiętam obrazy z dzieciństwa, kiedy imieniny mamy czy taty to była impreza pysznych dań, całej rodziny przy stole, wspaniałych prezentów...a ja i moja siostra, a także  nasze kuzynki miałyśmy przyzwolenie w taki wieczór na chodzenie w szpilkach mamy i "smarowanie się", bo to nie było malowanie, szminkami:) Ale to była radość, czekało się na te imieniny, teraz chyba jakoś inaczej się je obchodzi...czy w ogóle obchodzi? A może to kwestia regionu, rodziny albo różnych sposobów na spędzanie takich uroczystości?Wszystko po trochę chyba...:)

      Druga praca to wielki kufer dla dwuletniego Kacpra, który jest miłośnikiem aut, ale także wielkim bałaganiarzem, choć tak na marginesie, które dziecko w tym wieku nim nie jest;) I babcia dwulatka poprosiła o kufer na klocki, żeby chociaż one były w jednym miejscu:) Do tego przygotowałam dwa obrazki z tymi samymi motywami, co na kufrze, aby wszystko tworzyło jedną całość w pokoiku Kacpra:) Ciekawe czy klocki będą już zawsze w kufrze? Z dwulatkiem może być różnie;)





    I na koniec refleksja po lekturze ostatniego "Sielskiego życia", przeczytane od deski do deski, to już tradycja, bo tam nie można nic ominąć. Przedstawia się tam tyle ciekawych ludzi, tyle różnych pasji i talentów, że w takich chwilach uzmysławiam sobie, jak pięknym tworem jest człowiek, ile można z niego wyciągnąć, jaki potencjał w sobie nosimy, i powiedzenie, że "każdy z nas ma jakiś talent" nie jest żadnym banałem. 
Zawsze chylę czoła przed osobami, które rezygnują z tzw. kariery, z dobrych pieniędzy czy stanowisk i osiedlają się gdzieś czasami w głuszy i na końcu świata, ale nie w ich mniemaniu. Kasia i Marek to bohaterowie jednego z artykułów w gazecie, zostawili miasto i pracę, kupili dom na warmińskiej wsi. Potrzeba taka zrodziła się po wyprawie na Syberię, bo oboje byli uczestnikami wyprawy, której celem było zobaczenie, jak ludzie funkcjonują z dala od cywilizacji. No i potrzeba się zrodziła...potrzeba ciszy, bliskości natury, sielskości i prostoty. Remont domu, potem agroturystyka, Kasia jako kosmetolog z wykształcenia zaczęła interesować się kosmetyką naturalną i wykorzystaniem ziół do pielęgnacji urody. Założyła plantację lawendy...która z nas jej nie kocha? Przygotowała spa w kurniku! To znaczy kiedyś mieszkały tam kurki, kaczki i inny drobiowy inwentarz. Marek natomiast porzucił zajęcia zawodowe w mieście, i odkrył w sobie gen kucharza i eksperymentuje w kuchni. Twierdzą zgodnie, że życie w mieście to nie dla nich, co prawda do sklepu mają z Wipsowa trzy kilometry, a do domu prowadzi piaszczysta droga, którą zimą trzeba odśnieżać, ale nic nie zastąpi pachnących słońcem poranków, nigdzie indziej nie zobaczą rankiem stada jeleni za oknem...Polecam cały artykuł:)



 A strona internetowa gospodarzy to: www.wipsowo44.pl

Pozdrawiam:)