niedziela, 15 stycznia 2017

Aby każdy z nas pamiętał o swoim bałwanku;)))

Nie mogę się  napatrzeć na tę naszą zimę, wreszcie jest biało, niezbyt mroźno i prószy śnieg. Sceneria bajkowa:) W niedzielnym zamyśleniu, obserwując niespożyte siły naszej córki dokazującej na śniegu właśnie, zastanawiałam się, w którym momencie nie umiemy już być tak spontaniczni, jak dzieci. Kiedy wchodzi niestety obłuda, manipulacja, wyrachowanie. Dzieci w swoim przekazie są tak naturalne, ich proste "nie lubię cię" to czytelny komunikat dla innego dziecka, że trzeba zabierać zabawki;) Mija dzień i znów się lubią;)
A my dorośli....przez lata chowamy urazy, z czasem zaciera się tak naprawdę to, o co poszło i z perspektywy lat wydaje się kompletnie banalne. Ale duma nie pozwala na wyciągnięcie ręki.
Z drugiej strony widzimy sztuczne spotkania, rozmowy, udawanie, maski. Fałsz, tak tego nie lubię.
Nie raz zaciskałam zęby, gdy mnie ktoś ranił, czy krzywdził, wierzyłam, że teraz to już będzie super...I kolejna przykrość. Po latach zrozumiałam, że trzeba się przyzwyczaić do tego, że z niektórymi dorosłymi nam nie po drodze i już. 
Dzisiejszy dzień przypomniał mi przyjaźnie sprzed lat, niektóre nie przetrwały, to normalne. Ale cieszę się, że jednak są ludzie, z którymi znam się już długo, z niektórymi krócej, są zawsze blisko, gdy trzeba. 
I chyba tak naprawdę chodzi o tę przyjaźń, bezinteresowną i czystą, może z przejściami, ale wciąż obecną.
Dobrym przykładem na te rozważania będzie poniższy filmik, w którym dziewczynka zaprzyjaźnia się z bałwankiem, potem przychodzi dorosłość i bałwanek przestaje być ważny. Przychodzi refleksja...i bałwanek wraca, tak jak przyjaciel, jeśli o nim sobie przypomnimy.


To tak tytułem wstępu, bo i bałwankowo na dworze;) i kilka ostatnich rozmów własnie z bliskimi daje nadzieję na to, że chociaż wszyscy żyjemy swoim życiem, mamy swoje problemy,  lepsze i gorsze dni, to na dobre słowo czy wsparcie zawsze możemy liczyć:)))

Rozważania malutkie były, to teraz trochę o pracy. Jestem zadowolona ze sprzedaży moich szafek na klucze, podobają się i już kolejny raz wykonuję te same wzory. Jednak lawenda i Prowansja królują. Tym razem jest Wenecja, tradycyjnie mocne postarzanie, użyłam sporo wosku.




Zostaniemy w klimacie Włoch, ponieważ od dłuższego czasu chciałam przygotować taki właśnie obrazek, a więc Michał Anioł, fragment fresku "Stworzenie Adama"....zastosowałam technikę transferu na lekko postarzanej desce.


Kolejna praca to komplet składający się z kuferka, tacy i podkładek. Motyw przewodni...czarna koronka:)





Kolejny kuferek to kuferek anielski;)





I wieszak do dziecięcego pokoju:)


A teraz troszkę większe gabaryty;)

Do Krakowa jutro jedzie szafka nocna po liftingu;) 
Tutaj przed:


I po:)




I jeszcze komoda. Połączenie turkusu z rozbielonym pomarańczem. Turkus ożywia wnętrza i w połączeniu z drugim kolorem tworzy pogodny i optymistyczny nastrój. 




I na koniec jak zwykle książka. Tym razem coś obyczajowego, coś, czego nie można przeczytać jak zwykłego kryminału. W kryminale gonimy kartka za kartką, by być bliżej rozwiązania zagadki. Tak gonię właśnie z nowym Mrozem...ale o tym następnym razem. Dziś chcę Wam polecić nową książkę Barbary Smal, pt.: "Po dwóch stronach rzeki".


To powieść mocno refleksyjna, mądra, pouczająca. Czytałam ją z ołówkiem w ręku, bo co chwila trafiałam na słowa, które chciałam zapamiętać i zapisać. Kilka zacytuję poniżej.
Główną bohaterką jest siedemdziesięcioletnia kobieta, która opowiada o swoim życiu. Cofa się pamięcią do dzieciństwa, trudnego, bo naznaczonego tęsknota za nieobecnym ojcem i zapracowaną matką. Przypomina sobie wielką miłość, szaleńczą wręcz, zakazaną, potem dowiadujemy się o jej małżeństwie, niekoniecznie udanym. Poznajemy dzieci,wnuczęta. 
Kobieta rozmyśla, płacze, załamuje się czasami, nie chce nikogo oglądać. Nie chce już przeszkadzać. Przypomina każdego z nas, bo bez względu na wiek, wszyscy nie raz mamy dość wszystkiego i wszystkich. Mam także dni, gdy wszystko wydaje się nie takie, jak marzyliśmy. 
Bohaterka jest nam niezwykle bliska.
Ale w swoich rozważaniach egzystencjalnych dochodzi do refleksji, że przecież wciąż żyje, że może jeszcze z tego życia coś będzie. Budzi się jakby, stawia opór siwym włosom i zmarszczkom i znów chce kochać i cieszyć się każdym dniem. 
Bohaterka wydaje się być kruchym, słabym człowiekiem, ale tak naprawdę drzemie w niej wielka siła. Jest przykładem dla każdego, że na nic w życiu nie jest za późno i że kochać można w każdym wieku. 
Powieścią się delektowałam, książkę czytałam na raty, bo nie da się jej przeczytać szybko. Często każde zdanie pobudzało do zatrzymania się i zastanowienia nad sensem naszego życia.
Książka wycisza, uspokaja i uczy. To bardzo dojrzała powieść. Czekam na następne:)

I jeszcze kilka cytatów:

"...Mężczyźni żyją zawsze zbyt poważnie i umierają od tego, zanim to zrozumieją i będą mogli się zbuntować. A naszą rolą jest ich przed tym chronić. To kobieta jest sercem życia, sercem świata." 

*

" Bo każdy żyje, jak chce.(...) Tylko wydaje się, że coś musimy. Kłamstwo, które zdejmuje ciężar odpowiedzialności. Zawsze przecież dokonujemy podejmujemy decyzje. I dokonujemy wyborów.
Nikt nikomu nie każe żyć tak, jak żyją inni. Nikt nikt nie zmusza, by mieć, posiadać, zdobywać i być na tak zwanym poziomie. A ludziom się wydaje, że nie mają wyjścia."

*

"Prawdziwym mistrzem jest ten, kto nie pogardza mniej umiejącymi".

*

"Trzeba żyć tak, jak się lubi (...). Inaczej życie szybko stanie się udręką."


Książka może być świetnym prezentem może na Dzień Babci, który przecież lada moment:)))
Czasami warto zatrzymać się na chwilę i zwyczajnie podumać choćby nad otaczającym nas pięknym, białym światem, który możemy oglądać. Śnieg to nie tylko zimno, błoto i opał;) Zróbmy to, co bohaterka książki, cofnijmy się do dzieciństwa...Ja własnie widzę małą Monikę, która ze zwykłych desek próbowała zrobić narty, a górka na końcu rodzinnej wsi wydawała się wtedy większa niż skocznia w Wiśle czy Zakopanem;)))) Ehhh, to beztroskie dzieciństwo z lat 80 - tych....;)))
Dobrych dni:))))






poniedziałek, 2 stycznia 2017

Zacznijmy dobrze Nowy Rok:)))))

  No i mamy kolejny Nowy Rok! Życzę wszystkim radości we wszystkim, co robicie i będziecie robić. Trzymam kciuki za Wasze marzenia, plany, cele i pasje. Nie bójmy się potknięć, porażek i gorszych chwil, one będą także na pewno. Równowaga życiowa musi być. Życie jest trudem, nie dajmy sobie wmówić, że można je przeżyć na kompletnym luzie. To niemożliwe. Bo czy można się wyluzować, gdy umiera ukochana osoba, czy można się wyluzować, gdy tracimy pracę, gdzie ten luz, gdy przychodzi zmierzyć się z chorobą. A przecież nie wiemy, co nas czeka w tym roku. Dlatego życzę Wam, byśmy umieli cieszyć się z małych rzeczy i by łzy, które może popłyną po twarzy, nie były końcem świata. A jeszcze ważniejsze jest to, by zawsze w naszym otoczeniu był ktoś, do kogo możemy zadzwonić, może się wypłakać, wygadać, ktoś, kto nie zakłada masek, ktoś kto nie rani, nie krytykuje i nie wbija szpilek. Niech to będzie jedna osoba, może dwie, trzy, ale niech to będę prawdziwi przyjaciele:)
Wybiegam w przyszłość, ale prace, które chcę dziś pokazać wykonałam jeszcze w poprzednim roku.
To kufer na zabawki i odnowiona komoda.
Pokój mojej małej klientki jest w kolorze bajkowego różu, a ściany zdobi pasek w kolorze fioletu. Więc kufer jest fioletowy, ozdobiłam go ażurowymi motylkami pomalowanymi na biało,a do tego przytwierdziłam gałki w kształcie motyli:) 





Kolejna praca to komoda w nowej szacie. Komoda nie była zniszczona, chodziło o zmianę stylu. Jest teraz elegancka i pasuje do nowego salonu. Wykonana z płyty mdf została przeze mnie pokryta kilka razy farbą kredową, zmieniłam uchwyty, zlikwidowałam dziurki, i nałożyłam wosk, który pięknie współpracuje z farbami kredowymi.








Wolne dni sprzyjały czytaniu i jak zwykle chciałam Wam coś ciekawego polecić. Elisabeth Herrmann to dla mnie nowe nazwisko, ale po przeczytaniu "Śnieżnego wędrowca" już wiem, że sięgnę po kolejne książki autorki. A książkę dostałam od syna pod choinkę, jak widać już wie, co mnie wciąga i co lubię czytać:)


To kryminał, dobra sensacja i ciekawe wątki. Głównym bohaterem jest chłopiec, który zostaje porwany. To mały Chorwat. Niestety, śledztwo prowadzone w tej sprawie utknęło w martwym punkcie. Mijają cztery lata. W lesie znaleziono ludzki szkielet. Posterunkowa Sanel Beara ma przekazać ojcu chłopca straszną wiadomość. Ojciec, Darko Tudor jest biologiem, badaczem wilków. odludkiem i niesamowicie pociągającym mężczyzną. Wiele tropów prowadzi do niego...Ale czy byłby w stanie zabić swojego syna, którego kochał nad życie. 
Matka chłopca wychodzi za mąż za właściciela domu, w którym sprzątała. Zmienia się, może syn jej przeszkadzał? A może to jakiś układ z ojcem syna? A może synowie nowego męża nie tolerowali chłopca? A może dziewczyna jednego z nich, Diana, za tym stoi. Wszystkie warianty były możliwe i do końca nie wiemy, kto stoi za śmiercią niewinnego chłopca. I na tym polega dobry kryminał!
Czytając tę historię, dowiemy się także wiele ciekawostek o życiu wilków, przyznaję, że o wielu nie miałam pojęcia, a także o życiu Chorwatów w Niemczech, gdzie schronili się przed wojną. I kolejny raz przekonałam się czytając historię o tym chłopcu, że bólu po stracie dziecka nie da się niczym zagłuszyć.
Polecam tę książkę, a ja będąc w księgarni na pewno skuszę się na kolejny kryminał. Jak mi dobrze z tym moim książkowym nałogiem;)))

sobota, 17 grudnia 2016

Czy można połączyć teak indonezyjski z kobaltem? Kogo kocha Marie w "Przeszłości"? Kto jest katem w "Behawioryście"?

Witam:)

Dziś pokażę Wam metamorfozę komody z 1962 roku wykonanej w Krotoszynie. Meble z tamtego czasu, przez lata zapomniane, znów wracają do łask i zdobią mieszkania. Jak widzimy, moda wraca nie tylko w ubiorach, ale też w wyposażeniu wnętrz. Pokolenie naszych dziadków i rodziców uważa te meble za wspomnienie PRL, a nasze pokolenie traktuje często jako przykład świetnego designu i sposób na nietypowe urządzenie mieszkania. Dla jasności, ja także pamiętam trochę z tego okresu, szczególnie puste półki i sprzedaż "na kartki";)
Zamówienie było dość wymagające, szczególnie jeśli chodzi o dobór kolorów, ale ogólnie praca przy komodzie była niezwykłą przygodą, a najcenniejsze dla mnie jest, że dzięki tej pracy, poznaję fajnych ludzi. Tak było i tym razem.
Najpierw otrzymałam wizualizację sypialni klientów:


Potem otrzymałam płytkę w kolorze kobaltu.


I na końcu przyjechała komoda:


Komoda wymagała dużo pracy, szczególnie blat.


Na wizualizacji wyżej na ścianie są widoczne deski, to teak indonezyjski, i właśnie kolorem takiego drewna miałam pomalować mebel. Natomiast dodatki, przecierki miały być kobaltowe, ponieważ właśnie dodatki w tym kolorze zdobią sypialnię.
To było trudne, bo kolor musiałam dobrać, patrząc tylko na zdjęcie. Sypialnia była setki kilometrów ode mnie:)
Piękną chwilą był telefon od klientki, która po otrzymaniu komody, potwierdziła, że kolor wyszedł dobrze i mebel pasuje do wnętrza.
Poniżej jeszcze fotka pracy nad komodą i "nowy" mebel.





Idzie czas świąt, więc będzie można obejrzeć jakieś  filmy. Nie wiem, czy znacie film "Przeszłość", obejrzałam go niedawno i polecam, dość długi, ale daje do myślenia.






To piękny francusko - włoski dramat w reżyserii Asghara Farhadiego. Film był nominowany do Oscara. Jednym z głównych bohaterów jest Irańczyk Ahmad, który przyjeżdża do Paryża, by spotkać się z byłą żoną Marie. W tej roli piękna Berenice Bejo. Kobieta chce domknąć temat rozwodu z byłym mężem, ponieważ jest w nowym związku z Arabem Samirem. Ten natomiast ma żonę w śpiączce i syna. Córka kobiety jest przeciwna nowemu związkowi matki. 
Ahmad pomieszkuje kilka dni w domu Marie i widzi, że atmosfera w domu jest niezwykle napięta i na światło dzienne wychodzą różne tajemnice z przeszłości.
Film jest pełen tajemnic, niedomówień, nabrzmiałych uczuć, pokazuje także życie emigrantów w Paryżu. Historia wydawałaby się prosta, bo przecież chodzi o uporządkowanie spraw w trakcie rozwodu. Ale skrywany romans, próba samobójcza, histeryczne reakcje dzieci stopniowo komplikują losy bohaterów. Tak naprawdę trudno rozstrzygnąć, kto i za co ponosi odpowiedzialność.
Marie to kobieta, która nie radzi sobie  z uczuciami, mam wrażenie, że kocha dwóch mężczyzn, miota się w tym i wyżywa swoje nerwy na dzieciach. Wzrusza Samir, który wciąż kocha żonę, będącą w śpiączce po próbie samobójczej. I jego synek, słodki, mały urwis, tak bardzo tęskniący za mamą....
Zakończenie....wciska w fotel, chyba nikt nie spodziewał się takiej sytuacji. Łzy płyną i płyną i znów kolejna historia na dowód tego, że człowiek bez miłości jest niczym.

Był film, więc będzie także książka. To kolejna przygoda z Remigiuszem Mrozem. Osobiście bardzo odpowiada mi jego styl pisania. Moja miłość do kryminałów nie gaśnie;)


Autor kolejny raz trzyma nas w napięciu do ostatniego zdania. Już początek "Behawiorysty" mrozi krew w żyłach. Zamachowiec zajmuje przedszkole, grożąc, że zabije wychowawców i dzieci. Policja jest bezsilna, a mężczyzna nie przedstawia żadnych żądań. Nikt nie wie, dlaczego wziął zakładników, ani co zamierza osiągnąć. Sytuację komplikuje fakt, że transmisja na żywo z przedszkola pojawia się w internecie.
Zdesperowane służby proszę o pomoc Gerarda Edlinga, byłego prokuratora, który został dyscyplinarnie wydalony ze służby.Jest on specjalistą od kinezyki, działu nauki zajmującego się badaniem komunikacji niewerbalnej. Jest także postrzegany jako wielki egocentryk, który potrafi rozwiązać każdą sprawę. Czy tym razem także?
Rozpoczyna się gra między ścigającym a ściganym....wierzcie mi prawie 500 stron się pożera;) Na tym polega właśnie dobry kryminał, nie wiadomo, kto jest katem, kto ofiarą, i do ostatniej strony nie znamy rozwiązania tej zagadki. "Behawiorysta" to połączenie thrillera i powieści kryminalnej. Świetna pozycja dla miłośników tych gatunków. Ponoć pod choinką będzie czekał na mnie "nowy" Mróz, ale póki co, to też tajemnica;)))
Pozdrawiam wszystkich i życzę pięknej niedzieli:)

p.s. Pracownia ma stronę na FB, zachęcam do polubienia:)
https://www.facebook.com/dekoracjeMoniqueArt/

                                                 Monika

niedziela, 27 listopada 2016

W zasadzie to o pidżamie w zebry;)))

No to się pewnie nasłucham po tym poście;) Że jak mnie nie ma, to nie ma, ale jak się pokażę to już tyle tego, że ho, ho;) Cóż, tak się składa, że w  życiu pilnuję hierarchii wszystkich swoich przestrzeni, jeżeli dopuszczę do bałaganu choć w jednej, to inne też się sypią. Więc nie jestem tu żadnym odmieńcem i moja rodzina to numer 1. A praca to numer 2. Jeżeli numer 1 da w kość, jeżeli numer 2 da w kręgosłup to na pisanie na laptopie nie ma sił, niestety nie jestem panią z reklam, która zrelaksowana i w pięknej koszuli, i oczywiście z uśmiechem na twarzy o godz. 21 rozkłada się w swej sypialni z tabletem na łożu i zagląda do świata wirtualnego;) Ja niestety o godz. 21 zakładam swoją pidżamę, ostatnio w zebry;), zaparzam herbatkę imbirową, i idę spać, jakieś pół godziny czytam, albo wydaję mi się, że czytam i następnie odpływam w ramiona Orfeusza:) Ale....dzięki temu na drugi dzień jestem pełna energii, jestem świetnie zorganizowana i  zwyczajnie mi się  chce:))))
A co to wszystko oznacza...Ano oznacza to, że w pracowni działo się i dzieje, że kilka książek mam w zanadrzu do polecenia, że obejrzałam sporo fajnych filmów, dziś polecę jeden z nich, no i nie będę tu oryginałem, ale ja po prostu mogłabym spać w ogrodzie. Nasz nowy ogród dopiero nabiera kształtów, ale kilka akcentów, które przygotowałam, już pokazują mi, że będzie tak, jak sobie wymarzyłam. Dużo bieli, akcentów sielskich, rustykalnych, trochę stylu shabby chic;kocham wieś, z każdym dniem jeszcze bardziej się w tym utwierdzam i jestem bardzo szczęśliwa w miejscu, które wybraliśmy sobie na nasze miejsce życia.
To może zacznę od pracowni. Najpierw kuferek  dla miłośniczki fotografowania. To będzie urodzinowy prezent.

Martyna kocha konie, więc mama zamówiła dla niej pudełko na chusteczki i obrazek.



Do Janeczki pojechały komplety lawendowe składające się z herbaciarki i deseczki w kształcie cebulki.



Aneta kocha zwierzęta, ale w dekoracjach pokochała szczególnie te z sowami. Była taca, był zegar, przyszedł czas na chlebak:)



Do malutkiej Igi powędrował kufer na pierwsze pamiątki.



A teraz chwila przerwy w kufrach;) Poniżej w roli głównej pniaki! Najpierw w oryginale, gdy przyjechały wieczorową porą z tartaku, a potem wykorzystane jako stoliki nocne. Sporo pracy kosztowało wyczyszczenie ich, wysuszenie, ale efekt jest zadowalający. No i nie byłabym sobą, gdyby na nich nie było szablonu;)






Zostaniemy przy naturze, przy podkreślaniu piękna drzewa, jego słojów, pęknięć. Do ozdobienia komody poniżej posłużyłam się lakierobejcą w kolorze dębu rustykalnego. 




Bardzo lubię ten kolor, więc szafka na klucze także powstała w takiej stylistyce.





Oliwia także kocha konie, jest wspaniałą dziewczyną i sprawiłam dla niej prawie urodzinowy prezent, składający się z zegara, z lustra i kubka na długopisy.





Marysia to kolejna dziewczynka, kochając konie. Kuferek poniżej to także urodzinowy prezent.


Takich szafek na klucze, jak poniżej, wykonywałam już kilka. Cieszę się, że wzór się spodobał. W tym przypadku była jedynie prośba o dodanie miejscami koloru złotego.


Komplet składający się z herbaciarki i pudełka z podkładkami pod kubki powędrował do Anglii:)




Lubię farby akrylowe, uwielbiam kredowe, ale od jakiegoś czasu "chodziły" za mną farby tablicowe. Wykorzystałam je przy malowaniu frontów szuflad do komody. Może ona służyć do przechowywania żywności, tak, jak na zdjęciach poniżej, a jeśli nie, to napis można zmazać, wiadomo, jak z tablicy i napisać coś innego. Bardzo podobają mi się uchwyty w kształcie sztućców, pomyślałam, że będą pasowały do tej "kuchennej" komody:)






Mama Zosi i Karola zamówiła dla nich tabliczki na drzwi, informujące kto jest właścicielem pokoju;)



Kolejny urodzinowy kuferek to prezent dla Kornelii, miłośniczki muzyki:)


I jeszcze jeden kufer, miało być shabby i z ornamentami na rogach.





A teraz przejdziemy do ogrodu:)
Jakiś czas temu trafiłam na starą żeliwną studnię.



Bardzo lubię ogrody właśnie z takimi studniami. A więc farba w ruch, wcześniej porządne  czyszczenie i studnia żyje na nowo:))) Szkoda, że nie ma kolorowych kwiatów, ale z wrzosami prezentuje się też dobrze:)



I domek narzędziowy "na surowo" i "na sielsko", tak, jak lubię najbardziej:)




Jak widzicie biegam z pędzlem, gdzie się da:)  Teraz pracuję nad dwoma komodami i nad drzwiami, niebawem efekty pokażę:)

*

I na koniec chciałabym polecić bardzo dobrą książkę, pt: "Siostra". Autorka, jak dla mnie nowe nazwisko, to Rosamund Lupton. Po przeczytaniu tej pozycji, wiem, że sięgnę po kolejne.


Choć książkę tę zalicza się do thrillerów, to dla mnie jest ona także powieścią psychologiczną. Autorka dotyka wielu trudnych spraw, takich jak śmierć bliskiej osoby, w tym przypadku siostry głównej bohaterki. Beatrice i Tess to siostry, choć kompletnie inne. Mnie osobiście zaimponowała niesamowicie ta, która umarła. Jej radość , podchodzenie do życia, jako największego cudu jest szczególnie bliskie. Polubiłam tę postać. Starsza z nich to przykład wielu kobiet współczesnych, zapracowanych, goniących, śpieszących się, wydających duzo pieniędzy na dobre ubrania, by pod ich fasadą udawać silne, pewne siebie i świetnie radzące sobie ze wszystkim. Życie tę grę szybko zweryfikuje, Beatrice zmieni się i będzie robić wszystko, by wyjaśnić śmierć siostry. 
Bardzo ciekawym wątkiem w książce jest także wątek o chorobie, na którą zmarł brat sióstr. To mukowiscydoza. Słyszałam trochę o tej chorobie, ale dzięki książce, wiem dużo więcej.
Jeśli lubisz rozmyślać o kruchości życia, jeśli lubisz opowieści o relacjach w rodzinie to ta książka spodoba Ci się. Ja jestem nią zauroczona.
Częste zwroty akcji, brak jednoznacznej odpowiedzi na to, kto zabił Tess, ciągłe zastanawianie się, kto jest ojcem dziecka Tess, bo zmarła zaraz po urodzeniu synka powodowało  że, nie mogłam od książki się oderwać. 
Dużym atutem jest okładka, w pięknych kolorach. Następne książki Rosamund mają okładki podobne. Dzięki  temu książki tej autorki są rozpoznawalne:)


*


Jeśli jeszcze nie wiedzieliście filmu poniżej, to koniecznie obejrzyjcie nawet teraz, bo to film krótkometrażowy, a więc trwa jakieś 30 minut. Nie jest nowy, bo powstał w 2003 roku, nawet było nominowany do  Oskara w tej kategorii. To film czeski, kręcony częściowo w naszym Szczecinie. Film piękny, wzruszający, mądry. To "Most".
Dla mnie to taka perła pośród wszelkich "Pitbulów" i innych takich. Przepraszam tych, którzy lubią takie coś...Ale jak dla mnie to po prostu takie filmy to gwałty na słowie...Przeraża ilość przekleństw! Ile można tego słuchać! Czy to konieczne? ok, nie muszę lubić, komuś nie podoba się "Most".
Ale jednak myślę, że takich będzie niewielu, bo miłość ojca do syna, strata, żałoba, zmiana życia, wyjście z narkotyków, znalezienie celu to tematy bliskie każdemu z nas, bez względu na to, czy mamy dzieci, czy nie. W filmie straszną decyzję musi podjąć akurat ojciec, ale kto wie, czy nie będziemy musieli kiedyś tak wybierać, oby nie. Tego sobie i Wam życzę. Kino czeskie jest piękne, a film "Most"jest na to dowodem:)




No tak, wyszło dużo, jak zwykle;) Ale co tam mamy nowy tydzień, trzeba się cieszyć. Lecę po swoją pidżamkę zeberkę i poczytam jeszcze, chyba, że Orfeusz się upomni i zamknie mi oczy, ale choć kilka stron, znacie to prawda? Tak bardzo się cieszę, że jestem w grupie tych, którzy kochają czytać. nic tak nie ubogaca i nie daje tyle radości, co czytanie, i pisanie, jak widać też;)))
Dobrych dni:) Monika