Pokazywanie postów oznaczonych etykietą skrzynia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą skrzynia. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 28 lipca 2014

Bejca, ostatnio moje drugie imię;)...Stare-nowe ramki i książka, przez którą mężowie moich koleżanek przestali mnie lubić;)

    Rozkochałam się ostatnio w bejcy...Zauważyłam, że jak już się "przyczepię" do jednej techniki, to wszystko ozdabiam na ten umiłowany w danym czasie sposób. A więc teraz, co mi wpadnie w ręce pokrywam bejcą, kupiłam ostatnio w Ikei kilka kolorów i eksperymentuję:) Cały urok w tym, że podkreśla ona słoje drzewa, wygląda to bardzo naturalnie. Jeśli chodzi o dodatki, to bardzo lubię połączenie z bielą, w poniższych pracach zastosowałam szablon i białą pastę strukturalną, dzięki której powstają trójwymiarowe dekoracje.
Na pierwszy ogień poszła duża skrzynia, w której możemy przechowywać np. owoce:



Dopiero na zdjęciu zobaczyłam, że nawet ślimak się załapał;) Widzicie go?

Można w niej przechowywać ulubione gazetki:



A może być pojemnikiem na "coś" na półce:)



Druga praca z bejcą to komplet herbaciany: 4-komorowa herbaciarka i podkładki pod kubki z pojemnikiem. Tutaj wykorzystałam bejcę oliwkową, bardzo lubię ten kolor, ale na fotkach uparcie oliwka zamieniała się w brąz, na dworze było deszczowo, burzowo i ciemno i chyba odbiło się to na fotkach.



No to tyle o bejcy;)

Chciałam jeszcze pokazać trzy nowe obrazki, użyłam do nich ramek, które są stylizowane na stare, bo i motywy na obrazkach tego wymagały:) Obrazki przedstawiają trzy dziewczynki w stylu retro, uwielbiam je, często się im przyglądam, i oczywiście wyobraźnia zaczyna działać... kogo przedstawiacie? ...jak potoczyły się Wasze losy w tamtych trudnych czasach?...czy byłyście szczęśliwe?....






No i na koniec słynna książka..."Zamień chemię na jedzenie" Julity Bator, dlaczego słynna;)? Bo moje koleżanki po jej przeczytaniu przestały smażyć schabowe dla mężów, wymieniły połowę rzeczy w kuchni, a tę drugą połowę wyrzuciły;))) Oczywiście pozwalam sobie na żarty, bo w powyższym opisie jest dużo przesady, no ale...;) A tak na poważnie to sięgnijcie po tę książkę, ja wiem, że na rynku jest bardzo dużo różnych poradników i można się zgubić w tym wszystkim, ale ta książka jest akurat świetnie napisana, autorka nie zanudza nas naukowymi wywodami tylko serwuje nam proste przepisy ze składników, które w większości ma każda z nas, uczy czytać etykiety, choć każda z nas przecież "niby" o tym wie, że  te wszystkie glutaminiany i inne szkodzą. Jak Was jeszcze przekonać? Aha, może to...książkę przeczytałam na przełomie lutego i marca, ważyłam wtedy 72 kg...a ważę 62 kg, mamy sierpień prawie...prawie nic się nie zmieniło w jedzeniu, wyrzuciłam po prostu kilka składników z jadłospisu, a reszta działa się sama...
Małgorzata Kalicińska kieruje do nas takie słowa: " Chcemy mieć dobry sprzęt grający czy doskonały samochód. A kupujemy kiepskie jedzenie! Warto poświęcić trochę czasu, by dowiedzieć się, co naprawdę jemy i czym karmimy nasze dzieci."


Pozdrawiam i dobrej nocy życzę:)))